Pasja Beatrice

Każda królowa wymaga specjalnego traktowania. Róża – królowa kwiatów – jak najbardziej tę regułę potwierdza. Potwierdza ją też zafascynowana różami Beatrice Barni

Tekst: Małgorzata Dyrska, architekt krajobrazu

Wyrafinowane imiona dla kolejnych jej „córek” i oddzielne rabaty w pokazowym ogrodzie dla każdej z nich, przyciągające wzrok etykiety na doniczkach, kolorowe katalogi z przeglądem „rodzinnych” portretów, specjalne albumy dla zafascynowanych jej urodą kolekcjonerów. Słowem, cała uwaga skupiona na niej! Bez wątpienia jest to królewskie traktowanie. Tyle już o niej napisano i powiedziano, że dobrze zacząć… od początku. I właśnie o tych początkach, które dziś nie są już tak całkiem zdane tylko na przypadek (a to za sprawą hodowców, którym różanych piękności ciągle mało), opowiedziała Beatrice Barni. Jest ona piątym już pokoleniem w szkółkarskiej rodzinie hodowców róż, więc niewątpliwie wie, o czym mówi.

Królewskie krzyżówki

Fot. Małgorzata Dyrska

Rano, nim kwiat się otworzy, należy oberwać z róży płatki i zerwać pylniki zostawiając sam słupek. Pylniki z zawartym w nich pyłkiem umieszcza się w niewielkim szklanym pojemniku. Następnie pyłek nanosi się pędzelkiem na upatrzony do krzyżowania kwiat, a konkretnie na znamię jego słupka (czynność tę najlepiej powtórzyć 2- 3-krotnie). Brzmi prosto, ale pod uwagę należy wziąć szereg czynników, takich jak chociażby termin kwitnienia, bo jeśli róże, które zamierza się zbratać, nie kwitną w tym samym czasie, to pyłek należy przez jakiś czas przechować. Każda roślina musi być też starannie oznaczona, a po wykonaniu krzyżowania na kwiaty są zakładane specjalne papierowe czapeczki, aby nie dopuścić innego, niezaplanowanego pyłku. Co wyjdzie z takiego krzyżowania? Nigdy do końca nie wiadomo. Co prawda kontrolowane krzyżowanie roślin z założenia ma prowadzić do pozyskiwania mieszańców o pewnych pożądanych cechach obecnych u ich rodziców (np. obfitego i długiego kwitnienia, czy dobrej odporności na choroby), ale przyroda jest nieobliczalna i zawsze jakiś element niespodzianki jest. Cały proces trwa kilka lat, ponieważ trzeba sprawdzić, jak otrzymane nasiona kiełkują i zobaczyć „co z nich wyrośnie”. Młode róże czeka więc obserwacja w szklarniach i na polu testowym na wolnym powietrzu.

Taką właśnie nowością, czekającą jeszcze na oficjalne potwierdzenie swojego imienia, jest trzymana przez Beatrice Barni róża ‘Incanto’, która należy do wyhodowanej przez jej rodzinę grupy Le Farfalle (Motyle). I rzeczywiście, ta różowa nowość ma delikatne niczym motyle skrzydła płatki. To bardzo żywotna odmiana, powtarzająca kwitnienie, które we Włoszech trwa od maja do listopada (niestety, w naszym polskim klimacie to raczej nierealne). Jesienią i zimą zdobią ją czerwono-pomarańczowe owoce.

Rosa ‘Variegata Di Barni’
Rosa ‘Ottavio Missoni’

Fot. Małgorzata Dyrska

Mieszańce herbatnie ze szkółki Beatrice

‘Variegata Di Barni’® z opalizującymi smugami w kolorze żółtym, pomarańczowym, różowym i czerwonym oraz ‘Ottavio Missoni’®, nazwana tak na cześć włoskiego projektanta mody, której kwiaty w czerwono-różowe smugi (inne za każdym razem!) są tak zaskakujące i pełne kolorów, jak kreacje jego autorstwa. Obydwie mają owocowy zapach i powtarzają kwitnienie, a na południu Europy trwa ono prawie cały rok.

Ramka – możesz ją dać w dowolnym miejscu

Piękna ‘Etrusca’

Fot. Małgorzata Dyrska

O tym, że w naszym klimacie róże są atrakcyjne tylko przez stosunkowo krótką część roku, wie każdy ogrodnik, dlatego dobrze je sadzić w kompozycjach z innymi roślinami – krzewami i bylinami. Odmiany pnące róż świetnie wyglądają, obrastając pnie starych, owocowych drzew. Stosunkowo krótka atrakcyjność tych kwiatów sprawiła, że zaangażowani w krzyżowanie hodowcy albo zwracają uwagę na kwiaty dążąc do powtarzania przez nie kwitnienia, albo też na liście – by były ozdobą ogrodu, nim jeszcze otworzą się kwiatowe pąki, a także wtedy, gdy kwitnienie dobiegnie końca. Przykładem takich krzyżówek jest odmiana ‘Etrusca’, która kwitnie na łososiowo-pomarańczowo (albo, jak kto woli, morelowo), natomiast jej liście mają ciekawy kolor czerwonobrązowy, z czasem zmieniający się w ciemną zieleń. Kwiaty są pełne i otwierając się powoli, uwalniając piękny zapach.

Nieodparty urok oczka

Hultemia Persica ‘Cyrus’

Fot. Małgorzata Dyrska

Innym okazem Beatrice, fascynującym ze względu na swe pochodzenie, jest odmiana ‘Cyrus’®. Jej przodkiem jest Hulthemia persica (syn. Rosa persica) – endemiczna roślina pustynnych terenów Iranu i Afganistanu, występująca w pobliżu Morza Kaspijskiego i Jeziora Aralskiego. Rodzaj Rosa jest podzielony cztery podrodzaje: Eurosa, Hulthemia, Platyrhodon oraz Hesperhodos. Prawie wszystkie znane nam gatunki róż, podzielone na 10 sekcji, umieszczone są wewnątrz subgenus Eurosa. Tymczasem subgenus Hulthemia zawiera jedyny gatunek: Rosa persica.

Hultemia jest łatwa do wyhodowania z nasion, ale trudna do utrzymywania przy życiu w uprawie. Kwitnie raz w sezonie, a jej kwiaty są pojedyncze, natomiast liście proste, a nie złożone tak jak u róż. Z powodu mało atrakcyjnego wyglądu i kolczastych wędrujących odgałęzień, hultemia jest uważana w swej ojczyźnie bardziej za chwast niż za interesującą roślinę ozdobną. Czym w takim razie tak zafascynowała ogrodników? Swoim oczkiem. Dosłownie. Hultemie mają bowiem wyjątkowy czerwony środek kwiatów – czerwoną plamkę u podstawy płatków. I to właśnie ta cecha intrygowała hodowców od wielu lat. I tak oto dziś, róża ‘Cyrus®’ ma jak u swojej praprzodkini, żółte płatki i oczywiście efektowną czerwoną plamkę (lub jak wolą inni: oczko) w środku kwiatu u nasady płatków.

Chanel No5

Kazanlik – Fot. Archiwum Szkółki Barni

Oglądając kolekcję Beatrice (której rodzina zajmuje się szkółkarstwem już od 1882 r., a jej rodowe nazwisko kojarzone jest jednoznacznie z różami w całej Italii), natknąć się można na ciekawe okazy, należące także do gatunków i odmian uprawianych już od setek lat, takich chociażby jak ‘Kazanlik’, która we Francji była już znana w XIII w. Jej atutem jest wyjątkowo intensywny i niepowtarzalny aromat, wykorzystywany do produkcji olejku różanego, który jest składnikiem wielu perfum i wód toaletowych, w tym słynnego Chanel No5. Ma szerokie zastosowanie i kosmetyczne (używany jest jako dodatek do balsamów czy dezodorantów; płatki po wysuszeniu pachną jeszcze intensywniej), i kulinarne (w Azji olejek różany jest bardzo popularnym dodatkiem do potraw – m.in. w Turcji dodaje się go do kawy, w Iranie do miodów i marmolad). Jej kwiaty są półpełne, różowe, z białawym odcieniem u nasady. Z wnętrza wyraźnie wystają złotożółte pręciki. Kwitnie krótko, praktycznie jednorazowo w czerwcu, przez około 3 tygodnie, na zeszłorocznych pędach – po 3 do 10 kwiatów na łodydze, a następnie na krzewie pojawiają się małe, jasnoczerwone, owalne owoce. Charakteryzuje się dużą żywotnością i silnym wzrostem. Ma mocne, pionowe łodygi, o lekko łukowatym zakończeniu, dobrze rozgałęzione, gęste, z haczykowatymi kolcami. ‘Kazanlik’ to odmiana łatwa w uprawie. Jest odporna na choroby i świetnie znosi mróz (do -32oC!), świetnie radzi sobie w naszym klimacie. Nie ma specjalnych wymagań glebowych. Warto dodać, że nazwa pochodzi od obszaru Kazanłyk w Bułgarii, gdzie jest powszechnie uprawiana. Ta spokojna i niewielka miejscowość co roku, od połowy maja, w trakcie organizowanego przez miesiąc Święta Róż przeżywa istne oblężenie turystów z całego świata.

Nobles oblige

Uwagę przykuwa też pnąca ‘Bracteata’ o dużych, pojedynczych, białych kwiatach z pomarańczowo-czerwonymi pręcikami. Odmiana jest zdrowa, o ciemnych, niemal zimozielonych liściach. Wymaga jednak ciepłej, dobrze nagrzanej i osłoniętej od przeciągów ściany. U Beatrice nawet żywopłot oddzielający parking od ulicy, oczywiście jest różany. To ‘Sally Hansen’ – silny rosnący krzew o lekko pachnących, kremowobiałych, półpełnych kwiatach skupionych w dużych gronach. Świetnie sprawdza się w tej roli potwierdzając tezę, że róże to dobry wybór także jeśli chodzi o obsadzanie miejsc trudnych w pielęgnacji, np. wąskich pasów między jezdniami albo skarp. Jak widać, nobles oblige w każdej sytuacji.

Właściciele

Beatrice Barni i Pietro Barni, właściciele szkółki trzymają w ręku tegoroczną nowość – różę, która nie ma jeszcze nazwy

Fot. Jarosław Olewicz

Leave a Reply